Trzeciak: Za wcześnie ogłoszono rewolucję
05-06-2010 – 10:31Spalona ziemia po Urbanie i Trzeciaku – to jedna z opinii o waszej pracy. Słuszna?
Słyszałem te głosy i absolutnie się z nimi nie zgadzam. Przez ostatnie dwa lata radykalnie zmniejszaliśmy kadrę, ograniczaliśmy wydatki, podpisywaliśmy krótkoterminowe kontrakty. Aktywność Legii na rynku transferowym była bliska zeru. To naturalne i logiczne, że te umowy musiały się kończyć. Dlatego tekst o spalonej ziemi uważam za chybiony. My pracowaliśmy w określonych warunkach. Teraz ma być lepiej, choć decyzja o wydawaniu milionów euro w tak trudnej chwili, w jakiej znajduje się klub, nie jest łatwa i wskazuje na determinację w budowaniu drużyny. Oby pomogli kibice, bo ten klub potrzebuje jedności.
Już dwa miesiące nie pracuje pan w Legii. Zrobił pan rachunek sumienia?
Dla Legii zostawiłem pracę trenerska w Hiszpanii, gdzie prowadziłem III-ligowy klub. Kiedy przychodziłem trenerem był Dariusz Wdowczyk. Wyczułem atmosferę zawodu zagranicznymi zawodnikami, którzy nie utożsamiali się z klubem, sporo kosztowali, a jeszcze więcej chłonęły prowizje menedżerów. Doszliśmy do wniosku, że będziemy pracować dwutorowo – budować zespół i inwestować w młodzież. W pierwszym sezonie mieliśmy jedną z dwóch najmłodszych drużyn w lidze, a mimo to zdobyliśmy wicemistrzostwo kraju i Puchar Polski. Następnie wzmocniliśmy zespół zawodnikami doświadczonymi, rozszerzyliśmy kadrę, walczyliśmy na wszystkich frontach. Przed decydującymi meczami mieliśmy 11 kontuzjowanych zawodników. Przegraliśmy mistrzostwo i puchar. To był kluczowy moment. Sukces dałby możliwość walki o Ligę Mistrzów, inwestycje w zespół.
Dlaczego się nie udało?
Kiedy odchodziłem powiedziałem zawodnikom: nic was nie różni od piłkarzy grających w Lechu czy Wiśle. Oprócz otoczenia. Tam piłkarzom mówi się, że są bohaterami, a tutaj, że do niczego się nie nadają, jeden z piłkarzy powiedział mi wprost: chcemy czuć się potrzebni, bez dopingu to wszystko nie ma sensu. Konflikt z częścią kibiców wyrządził drużynie i klubowi wielką krzywdę. Przez protesty podwyższono czynsz najmu stadionu, a to pieniądze, za które można kupić 3-4 dobrych piłkarzy.
Pana pracę ocenia się przez pryzmat niedoszłego transferu Roberta Lewandowskiego.
Roberta oglądałem wielokrotnie wraz z Markiem Jóźwiakiem. Ocena była bardzo pozytywna. Poinformowałem prezesa Miklasa, że podejmuję negocjacje w sprawie transferu. Ustaliłem jaką kwotę trzeba zapłacić, ustaliłem warunki kontraktu piłkarza, które były według słów menadżera lepsze niż propozycja z Lecha, jednak prowizja jakiej zażądał menedżer była znacznie wyższa niż roczne wynagrodzenie zawodnika. Ponadto oczekiwał on procentu z przyszłej sprzedaży piłkarza. Przedstawiłem tę sprawę na zarządzie i wspólnie uznaliśmy te warunki zbyt wygórowane. Zrezygnowaliśmy. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że warto było napchać menedżerowi kabzę, ale przestrzegaliśmy zasad panujących w klubie. Po odejściu Wdowczyka skończyło się płacenie ogromnych i demoralizujących prowizji. Chcę też zdementować informację, że Robert miał zostać zgłoszony do rozgrywek w Młodej Ekstraklasie. Przez moment nie mieliśmy wolnego miejsca na liście A, ale Ekstraklasa przychyliła się do mojej prośby i ją powiększyła. Żałuję, że Robert nie trafił do Legii, ale nasza decyzja była wówczas logiczna. Tak w futbolu czasem bywa. Lewandowskiego wypuściliśmy do Lecha, ale z drugiej strony w Lechu byli Rybus i Fabiański i tam na nich się nie poznano.
Wybacz, komentowanie tymczasowo zabronione.